niedziela, 17 lutego 2013

SWADY LUBELSKIE

Każde środowisko, w tym środowisko graffiti, ma swoje wojenki, układziki i polityczki. Każdy chce coś zyskać, ugrać, być lepiej widocznym, być bardziej "elo" niż "yo" itd. Sam miałem różne scysje i problemy, a swoje kompleksy podobno leczę oczerniając innych. Ale tu nie o mnie (szkoda!).

Środowisko graffiti jest na próby podpinania się pod czyjś fejm bardzo wyczulone. Nieautentyczność jest momentalnie odkrywana i demaskowana. Układy wewnętrzne oparte są na zaufaniu i zasadach ulicznego etosu. Niektórych rzeczy się nie robi, niektóre się robi, ale z rozwagą. 

Na blogu SULW pokazał się wywiad z Łukaszem Kuziołą. Nie znam gościa, ale po przeczytaniu tego wywiadu wydaje mi się, że powinienem go znać. Siedzę parę(naście) lat w tym graff-biznesie i wiem, kto co organizował kiedy i gdzie, jeśli nie wiem, to wiem skąd się dowiedzieć. Nazwiska i ksywy, nawet jeśli ich nie kojarzę z twarzami gdzieś zawsze się kołaczą między rozwinięciami ekip a nejmami. A tu jakoś tak się składa, że Łukasza Kuzioły nie znam. Znam za to Igora i Cezarego i wiem co robi Europejska Fundacja Kultury Miejskiej. 

Parę lat spędziłem we Vlepvnecie, który to okres wspominam jako najciekawszy w moim krótkim życiu. Dzięki temu nabrałem wielu życiowych doświadczeń i "wzbogaciłem CV". Rozstaliśmy się w trudnym momencie i niektóre gesty nie należały do przyjaznych. Jednakże, powołując się na wspólne projekty nigdy nie wpadłbym na pomysł by przypisywać je wyłącznie sobie. Znam swój udział i mam o tym swoje zdanie, ale jak mówię o rzeczach w które byłem zaangażowany - mówię: "zrobiliśmy z vlepvnetem", jak mówię o projektach przy których mój udział był znikomy (chociażby pracownia sita, massmix i kilka innych rzeczy) - mówię - "vlepvnet zrobił/zorganizował". 

Kolega Łukasz pojechał chyba jednak za daleko stwierdzając - My - ja odpowiadamy za MOS w Polsce.

Ludzie! Róbcie zamiast gadać. I to potwierdza cytat z Zebstera na końcu oświadczenia EFMK, które załączam poniżej.

(mś)
 
W wywiadzie z Łukaszem Kuziołą na SULW (“To coś jak zjazd rodzinny” -http://sulw2011.wordpress.com/wywiady/wywiad-z-lukaszem-kuziola/) obserwujemy próbę tworzenia własnej legendy, w oparciu o przytaczanie i konstruowanie faktów, które miejsca nie miały. To rzecz niedopuszczalna, a w świecie graffiti haniebna. Dlatego w obronie wiarygodności Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej, którą reprezentuję oraz przez wzgląd na pracę włożoną w LFG przez wolontariuszy i partnerów przesyłam poniższe sprostowanie:

Zespół tworzący Europejską Fundację Kultury Miejskiej działa od czasu wydania pierwszego numeru magazynu Brain Damage, czyli od 1997 roku. Organizowaliśmy największe w tej części Europy imprezy - BD Jamy, Write4Gold i wiele innych. Od 2008 roku tworzymy Lubelski Festiwal Graffiti, bo naszym zdaniem Lublin to idealne miejsce dla takiej inicjatywy.

Pozyskaliśmy środki, zasoby, ubiegaliśmy się o granty, zapewnialiśmy jedzenie, noclegi, farby, zwroty za podróż oraz ponosiliśmy pełną odpowiedzialność przed zaangażowanymi w projekty firmami i instytucjami. Łukasz Kuzioła był jednym z zaufanych wolontariuszy, któremu powierzyliśmy realizację wybranych elementów festiwalu. Z udzielonych w wywiadzie odpowiedzi trudno jednak wywnioskować, co KONKRETNIE i własnoręcznie zorganizował Kuzioła. Jego wypowiedzi sugerujące, jakoby był twórcą i organizatorem wspomnianych wydarzeń są nieprecyzyjne i nieprawdziwe. Użyta w wywiadzie forma "my", bez wskazania w czyim imieniu Kuzioła się wypowiada, jest nieakceptowalną próbą przypisania sobie osiągnięć dużej grupy ludzi.

Skomplikowane projekty, takie jak LFG czy MOS, zawsze oparte są o bezinteresowną pomoc i dobrą wolę wielu osób, które poświęcają im swój czas i ciężką pracę. Dlatego uważamy, że treść publikacji krzywdzi wolontariuszy, współpracowników i partnerów, których wkład w tworzenie i rozwój LFG i MOS był równie istotny lub większy (!), niż Łukasza Kuzioły. Bez ich wsparcia nie byłoby ani festiwali ani tego wywiadu, stąd nasz brak zgody na zakrzywianie rzeczywistości.

Jednocześnie przekazujemy wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy byli z nami przez te 6 lat - zarówno dla osób prywatnych (wiecie kim jesteście) i wielu, wielu instytucji. Nie sposób tu wszystkich wymienić!

Kiedy zakładaliśmy EFKM, Akim Walta aka Zebster, człowiek-legenda, który w graffiti zrobił wszystko, powiedział nam: „W tym co robię najważniejsze jest działanie. Mnie, z nazwiska, nie musi przy tym być. Ważne aby rzeczy się działy!”. W wywiadzie z Łukaszem jest obecne tylko nazwisko. Skończmy więc gadanie i do roboty.

Cezary Hunkiewicz Europejska Fundacja Kultury Miejskiej(m.in. Brain Damage, Lubelski Festiwal Graffiti, Brain Damage Jam 2002-2004, Write 4 Gold 2003-2004, Meeting of Styles Polska 2011-2012, Brain Damage Gallery).


19 komentarzy:

  1. Człeniuuuuu, gdzie jest ten wywiad???? Człeniu... usunęli. aaaaaaaaaaaa

    OdpowiedzUsuń
  2. posrali się sulwy i usunęli, no albo wschodząca gwiazda polskiego graffiti wyprosiła

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłem wolontariuszem w 2011 na LFG i MOS i nie mam wspomnień typu “rodzinna atmosfera”. (Bez urazy dla innych ogarniaczy tej imprezy, szczególnie pominiętego tu Maćka, który zapierdzielał od rana do nocy.) Kuzioła traktował nas jak sługusów, jakby był panem i władcą, a sam zbijał piąteczki z artystami, pozował do zdjęć i udzielał wywiadów. No sorry, ja rozumiem, że wolontariusz jest od tego żeby pomagać przy imprezie, ale po pierwsze: robi to za darmo, więc należy mu się jakiś szacunek – choćby minimalny, a po drugie powinienem był widzieć, że skoro Kuzioła jest organizatorem, no to COŚ organizuje, a nie tylko rozdaje browary, czyli tak naprawdę coś, co wcześniej ogarnęli inni.

    OdpowiedzUsuń
  4. klimat to był na mosach w łodzi,w lublinie to jakiś żart...

    OdpowiedzUsuń
  5. NagonkA:) fajne to. Stojąc z boku i obserwując od kilku lat LFG i MOS zawsze mi sie przewijała twarz tego gościa. Niewiem o co chodzi tak dokładnie ale raczej osobista wojna wchodzi w grę. Byłem wiele razy wolontariuszem,pomocnikiem w innych akcjach i wiem że wolontariusz ma okreslone zadania i nie udziela informacji prasie tylko kieruje do oraganizatorów i zajmuje się jedna rzeczą. Skoro koleś wypowiada się jako organizator to jest nim. Patrzcie http://www.lfg.lublin.eu/pl/kontakt
    Chyba że jest samozwańcem :)

    Wojna i zawiśc tak nazwę to co obserwuję po oświadczeniu fundacji.

    OdpowiedzUsuń
  6. ja to Hunkiewicza widziałem jak sie obściskiwał na imprezie a nie organizował

    OdpowiedzUsuń
  7. organizatorzy? wolontariusze? kumple? wrogowie?
    http://lublin.gazeta.pl/lublin/51,48724,11176650.html?i=1

    OdpowiedzUsuń
  8. kuzioło wyjdź z internetu

    OdpowiedzUsuń
  9. to ten zebster to łebski koleś musi być sokoro osiągnął WSZYSTKO w graffiti

    OdpowiedzUsuń
  10. Gosciuuuuuuuu mam to tu. uuuuuu....

    “To coś jak zjazd rodzinny” – wywiad z Łukaszem Kuziołą, jednym z organizatorów LFG-MOS
    Lubelski Festiwal Graffiti to jedna z największych tego rodzaju cyklicznych imprez w Polsce. O początkach, historii, wsparciu od miasta czy selekcji writerów opowiedział dla SULW-u jeden z organizatorów – Łukasz Kuzioła.
    LFG 2012
    LFG 2012
    Skąd pojawił się pomysł na Lubelski Festiwal Graffiti (LFG)?
    Pomysł narodził się we Wrocławiu, kiedy byłem z chłopakami na Graffiti Non Stop (GNS) / Meeting Of Styles (MOS). Długo rozmawialiśmy wtedy z tamtejszymi organizatorami, wypytując, jak oni to ogarniają. Gdy już dostaliśmy zastrzyk informacji, postanowiliśmy działać. Zwróciliśmy się o pomoc do UM Lublin, skutkiem czego było spotkanie pod koniec 2007 roku, podczas którego pojawiła się nić porozumienia, co z kolei zaowocowało pierwszym LFG w czerwcu 2008 roku.
    W twoim przypadku była to pierwsza próba zorganizowania tak dużego przedsięwzięcia?
    Tak, i z tego też powodu LFG traktuję bardzo osobiście. Poświęciłem dużo sił i pracy w jego realizację. Zresztą nie tylko ja, ale cały zespół. Za wytrwałość i zajawkę – wielka piątka dla nas.
    Miasto chętnie w to weszło?
    Tak. Wsparcie od miasta jest kluczowym i wyjściowym elementem. Cieszę się, że możemy liczyć na dofinansowanie oraz wsparcie logistyczne.
    LFG 2008
    LFG 2008
    LFG 2009
    LFG 2009
    Od kogo jeszcze otrzymujecie pieniądze?
    Na organizację LFG-MOS w zeszłym roku otrzymaliśmy środki właśnie ze strony UM Lublin oraz od różnych lokalnych firm. Dzięki temu impreza w ogóle doszła do skutku, jednak nie ukrywam, że nie jest to jeszcze takie wsparcie, jakiego oczekiwalibyśmy.
    Edycja z 2012 roku była pierwszą, na której połączyliście siły LFG i MOS.
    Zgadza się. Fakt, że wcześniej zorganizowaliśmy kilka edycji LFG, na pewno wpłynął na to, że dostaliśmy możliwość zrobienia MOS. Byliśmy wiarygodną grupą i można było mieć pewność, że poradzimy sobie z zadaniem. Żeby komuś zaufać i powierzyć do zorganizowania międzynarodową imprezę, musi się być pewnym ludzi, którym przekazuje się event do realizacji.
    Jaka jest idea MOS?
    O MOS-ie i całej idei może opowiadać Manuel, który odpowiada za jego koordynację. My-ja odpowiadamy za MOS w Polsce i dla mnie to okazja do spotkania grupy znajomych, którzy mają szansę wspólnie pomalować – czasem ten jedyny raz w roku. To coś na zasadzie zjazdu rodzinnego, same znajome twarze, wspólny cel i zainteresowania…

    OdpowiedzUsuń
  11. LFG 2010
    LFG 2010
    LFG 2011
    LFG 2011
    A co się dzieje na LFG?
    Co roku ogarniamy różne działania – zaczynając od wystaw zbiorowych i projekcji filmowych, idąc dalej przez panele dyskusyjne, kończąc na typowym jamie, wokół którego tworzyliśmy kolejne rzeczy. Wieczorem obowiązkowo afterparty.
    Jak wyglądały poszczególne edycje?
    Każda miała swoje plusy i minusy. LFG 2008 był fajnym rozruszaniem sceny w Lublinie, na której od jakiegoś czasu nic się nie działo. My uderzyliśmy z mocnym strzałem – przyjechali rozchwytywani teraz Aryz i Pixel Pancho, Nychos z Austrii, Esteo i Nasimo z Bułgarii, Fath, Brake, Mr. Zero i Hepi z Węgier oraz oczywiście liczna reprezentacja z Polski. W następnych latach zmieniliśmy formułę – impreza trwała cały tydzień. I mimo paskudnej pogody w 2009 roku i zerowego budżetu w 2010 roku, można je zaliczyć do udanych. Rok 2011 przyniósł kolejny tygodniowy festiwal – malowali wówczas chociażby Kaos i Fits ze Szwecji, Mankeya z Hiszpanii, Stana i Maxa13 z Rosji czy Wafa z Belgii. Po tej edycji LFG i MOS zostały wybrane Wydarzeniem Kultury w 2011 roku. Jubileuszowa, piąta edycja w 2012 roku miała swoje dwie odsłony: w czerwcu i lipcu. Jej efekty można obejrzeć na wypuszczonej niedawno videorelacji.
    Jak selekcjonowaliście writerów?
    Stawiamy na osoby, z którymi mamy kilkuletni kontakt i z którymi świetnie się dogadujemy. Ponadto staramy się ściągać ludzi, którzy mogą wnieść jakiś świeży powiew w całą produkcję. Kryteria są takie jak wszędzie: liczą się styl i skillsy. Końcową listę akceptuje cała grupa. Ale wiadomo, że czasem wpadnie ktoś niezapowiedziany – wtedy także staramy się go dobrze ugościć.
    Nie ma jakichś spin o to? Ciężko dobrać kilkadziesiąt osób, żeby każda z każdą się lubiły…
    Nigdy nie mieliśmy żadnych problemów z takimi akcjami. Ciężko mi powiedzieć czemu. Zresztą można zaobserwować na filmach, jaka u nas panuje atmosfera.
    A zwracacie writerom koszt dojazdu, zapewniacie nocleg…?
    Farby i nocleg mają zapewnione. Wyżywienie i reszta zależą od budżetu.
    Sądziłeś, że LFG stanie się jednym z największych tego typu wydarzeń w Polsce?
    Nic nie planowaliśmy na początku. Mieliśmy po prostu zapał i wielkie chęci, by zrobić coś fajnego. I chyba się udało, choć oczywiście każdy ma swoją listę jamów, które uważa za najlepsze – Brain Damage Jam w Warszawie, Graffiti Non Stop we Wrocławiu, Outline Colour Festiwal w Łodzi, Only Members w Gdyni, Prison Jam w Czarnem… Najważniejsze, że cały czas trzymamy się na powierzchni i ludzie chcą do nas przyjeżdżać. A starzy uczestnicy – wracać…

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniadze.

    OdpowiedzUsuń
  13. zamiast wspierać Hunkiewicza, ludzie zapoznajcie się z tematem i dopiero strzelajcie

    OdpowiedzUsuń
  14. Kuzioło odejdź z interneta

    OdpowiedzUsuń
  15. kto to jest akim?

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie lubimy Huniewicza. Nikt go nie lubi, bo się lansuje w blasku migawek i trzasku fleszy.
    Ale temat znamy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Cezary Hunkiewicz to manipulator po socjologii, chce się wybić kosztem kolegów, kolegów z którymi jeszcze niedawno był w ekipie. Hunkiewicz teraz się mści(prawdopodobnie go wyjebali) pisząc na nich takie rzeczy, żałosne.

    OdpowiedzUsuń
  18. haha śmiesznie się czyta te anonimowe komentarze kontekście tego co ludzie z imienia i nazwiska piszą tu: https://www.facebook.com/SULW2011/posts/421850704564748%22 i tu: https://www.facebook.com/SULW2011/posts/583554791672444. Żeby tylko temu Kuziole żyłka w dupie nie pękła, bo widać, że ciśnienie ma straszne :D

    OdpowiedzUsuń