czwartek, 10 października 2013

DOKTOR WRZÓD

W sposób niezamierzony wrzesień stał się wydawniczo najpłodniejszym miesiącem w historii ulicznego półświatka. A temat przemknąłby niezauważony gdyby nie siódme poty pewnej damy, która zabrała nas w wyrywającą kartki podróż po świecie graffiti. Dama ta o dwuznacznej tożsamości rzuciła rękawicę GGE tworząc ofertę za dwie dychy. Nas (hip hop is dead) skusiła.

I trzeba oddać honory, pokłony. Respect, szacunek. Pozycja trzyma poziom od strony pierwszej po samiuśki kod kreskowy. Poziom największego socjologiczno - badawczego oszustwa, z jakim się mierzyliśmy w całym naszym dwunastoletnim życiu.

I tu Czytelniczko droższa od pieniędzy, Czytelniku Miły możemy dać upust naszej żartobliwej błyskotliwości. A że tej za grosz nie mamy, stawiamy sprawę jasno - ludzkość zrobiła kolejny krok i dymanko na s***t artach i na ***ffiti przestało być domeną samorządów, korporacji czy agencyjek reklamowych. Do odcinania kuponów włączyła się polska nauka.

I na nieszczęście dla niej, znamy troszkę standardów. I oto nasza refleksja:
  • naukę uprawia się dla poznania prawdy o zjawisku. A nie zapełnienia dyplomu.
  • nauka wyczerpuje źródła, w tym zagraniczne. To coś ma aż 8 książek obcojęzycznych, ale dla splendoru tytuły artykułów z dwujęzycznego Brain Damage zapisuje w wersji angielskiej;) 
  • nauka stawia problem i szuka jego rozwiązania. A nie opisuje kilkunastu wrzutów z dwóch miast przez pryzmat użytych kolorów;) Ale papier przyjmie wszystko, co nie? 
  • nauka nie udaje mądrego stosując podręcznik do typografi chińskiej aby przeprowadzić pseudo analizę szablonu zespołu Gorillaz... 
  • naukowiec myśli. A przynajmniej próbuje. 
Ok, nam się już nie chce (wierzyć). Sprawdźcie sami, tu dosłownie każde zdanie jest głupsze od poprzedniego. O stylu gimbusa - przez grzeczność - nie wspominamy. 

Przykłady zaawansowanej analizy:

„Pozostałe stołeczne prace nie przekraczały jednak rozmiaru 40x56 a lubelskie 35x20cm. Lubelskie portrety są zatem mniejsze niż te malowane w Warszawie”

Przykłady zapełniania kartek, czyli napiszę co widzę. A że nie znam relacji wysokość x szerokość to trudno:

„Przykładem kompozycji malarskiej identyfikującej osobę może być pochodzące z Lublina graffiti Reno o wymiarach 600x220cm. Kompozycja jest zamknięta (...) Przestrzeń konstruowano z wykorzystaniem liter trójwymiarowych i perspektywy linearnej. Idącą wgłąb kubaturę liter wypełniono kolorem czarnym. Zastosowano też podwójny zewnętrzny kontur (czerń i zieleń). Liternictwo wypełniono trzema odcieniami zieleni i pokryto deseniami. Pojawia się też motyw gwiazdek, a bliki i błyski na krawędziach liter sugerują światło pochodzące z ulicy. Tło w postaci chmurek jest w dwóch odcieniach błękitu.”

„Po prawej stronie pseudonimu Hektor namalowano postać żółtego kurczaka utrzymaną w stylistyce filmu animowanego. Kurczak ubrany jest w pasiaste, więzienne ubranie z literą „P” w niebieskim kółku, przyszytą do piersi.”
Wnioski:

„Ogólnie warszawskie wrzuty sprawiają wrażenie bardziej agresywnych, co potęgowane jest przez wizerunki złych, szczerzących zęby liter i czerwone, krwawe kałuże. Pod względem estetycznym wrzuty są jedną z najbrzydszych form graffiti”.

„W warszawskich graffiti widoczna jest rezygnacja i brak nadziei”
"Wśród lubelskich graffiti znajdują się trzy prace nawiązujące do ekologii. W dwóch przypadkach skojarzenie z ekologią zostaje podsunięte odbiorcy już na samych początku obcowania z pracą - poprzez użycie zielonego koloru do jej wykonania"

Inglisz gut:

„Zdecydowana większość artystów tworząc swoje prace posłużyła się tak zwanym „dzikim stylem” (wild style)”

„W materiale pochodzącym z Warszawy znajduje się 161 graffiti których tematem są imiona, pseudonimy graficiarzy i 25 prac, które mogą prezentować imię lub załogę (...) Wśród stołecznych imion dominują określenia zaczerpnięte z języka angielskiego (...) Tworzone są one również poprzez wprowadzenie celowych błędów jak „Slid” od „slide”
inne:

"Przykładem takich rozwiązań mogą być dwa graffiti załogi 7dc. W pierwszym przypadku napis 7dc ukazany został na tle wody i pływających w niej postaci, co wywołuje skojarzenia z pływaniem, które lubi wielu młodych ludzi. W drugim przypadku dwa imiona członków tej załogi zostały umieszczone we wnętrzu jakiegoś statku, co sugeruje jego kulisty kształt (...) Graffiti to zdradza zainteresowania jego autorów fantastyką lub beletrystyką”

„Wiele z tych prac kieruje nasze rozważania na problem złego traktowania zwierząt. Niektórzy ludzie kupują psy, często nawet drogie i rasowe. Nie do końca przemyślawszy swoją decyzje, porzucają je później lub przywiązują do drzew w lesie” .


„W centralnym punkcie jednej z prac znajduje się wizerunek zatrutej ryby. Ryba została ujęta frontalnie, co umożliwiło nadanie jej uczuć.”


Read is a must!

Także zapamiętajcie tę pozycję „Graffiti jako forma twórczości i przejaw tożsamości”, Małgorzata Sławek - Czochra. Bobra.


GGE

Dokur wrzód*
Cena
179pln
Dwie dychy
Strony
666
Dwieście trzynaście
Ilość obronionych doktoratów
0
Jeden
Ilość oszukanych
?
37 000 000
(lub odpowiednio mniej obywateli płacących podatki)


*w tabeli Doktura Wrzoda stosujemy zapis słowny, aby tak jak ona, w swym dziele wsadzać możliwie wiele znaków zwiększających objętość książki. Cóż, może wtedy i nam dadzą jakiś tytuł.

Na obrazku zapowiedź okładki kolejnej pozycji przygotowywanej na rynek światowy.
Animal Stencils - Margaret Slavek-Scratch-the-Beaver.



















środa, 28 sierpnia 2013

TUREK MA RAKA

Okazało się, że jest taki portalik czy też blodżek, który nazywa się streetartnews.com. Trudno mi było uwierzyć w tę nazwę, bo skoro "street art is dead" to jak niby mają być o nim news'y. Ale mimo wszystko ma ponad 100 Koła Lajków (nieźle jak na blog o czymś czego już nie ma). Dobra nie upieram się. Może nie ma takiego street artu jaki ja bym, chciał. Ale ciężko mnie będzie przekonać do vitalności tego zjawiska. Coś się kończy, coś może się zacznie.

Tak czy inaczej street art jako taki, mylony coraz częściej z muralizmem, ma się dobrze i opuściwszy powoli największe miasta stuka swoją rączką od wałka upaćkaną w farbie do bram, wrót i furt copomniejszych miejscowości. Widzieliśmy już rożne rzeczy i różne miasta - Legnica, Siedlce, Żary, Ostróda itd. Każdy ma dotacje z unii więc każdy ma euro-street-art. 

W końcu swojego muralu doczekał się również Turek. Autorką dzieła jest Pani Natalia Rak, za co jej serdecznie dziękujemy. Dziękujemy, że zeszła w końcu w rusztowania, chociaż szkoda, że tak późno. Pani Natalia uparcie się uparła (podobnie jak wiele gwiazdeczek naszej sceny), że warto. Tak, przekonała się że warto wyjść na zewnątrz (na zewke - tak mówi młodzież), że z ASP na "ulicę" jest bardzo blisko. No, może i jest, ale to działa tylko w drugą stronę - z ulicy na ASP.

Nie podoba mi się ten mural. Jest zły kompozycyjnie, nie szanuje konstekstu, ma fatalne kolory i nic nie opowiada. Nie ważne. Ważne, że do Poznania jest autostrada i nie muszę jeździć przez Turek.

środa, 31 lipca 2013

PIĘKNY WANDALIZM. NIE-ROZMOWA Z NIE-SPOON.

Czytaliście? Tak? Ja czytałem. Może to za dużo powiedziane, że czytałem, bo wywiadzik z Nespoon dla natemat.pl ma zaledwie około 1800 znaków ze wstępem i zaproszeniami na blogi na końcu. Bez dodatków samej rozmowy jest 1200 znaków, ot raptem kilka smsów...Smsowe dziennikarstwo! 

No nic. Tak jak to było w starym dowcipie - piszę do ciebie powoli, bo wiem że powoli czytasz - może właśnie ten mechanizm zadziałał w tym przypadku również. Nie czepiajmy się ilości, gdy chodzi o jakość pytań i odpowiedzi. I tak jak mogliśmy się spodziewać - Nespoon mówi, o tym że to "poprostu street art", mówi o tym, że kierują nią emocje, i że warto robić street art dla dzieci (graffiti jam z malowaniem piórników dla dzieciaczków z domu dziecka w Polsce B). Szlachetność i dobre intencje przede wszystkim. I z tym się nie tyle, że zgadzam, ale przyzwyczaiłem się do tych prób przełożenia streetartu na działania społeczne.

Natomiast kolejne stwierdzenie pani N. - przestrzeń publiczna w Polsce potrzebuje planowania i dyscypliny - trochę się jednak chyba, droga N. (droga jak koronka na centralnym), kłóci z dyscypliną zwaną przez Nespoon street artem (spontanicznym, antysystemowym, niezorganizowanym oddolnym ruchem społeczno-artystycznym). No ale sama mówi o tym, że przestrzenią publiczną zajmuje się w innym wcieleniu więc może w tamtym wcieleniu te definicje wyglądają inaczej. Streetart - zorganizowane i sfinansowane przez instytucje państwowe lub samorządowe działania dekoratorskie w przestrzeni publicznej, o bezrefleksyjnym wydźwięku, ukierunkowane na pozytywny odbiór przez wyborców. 

I na koniec pytanko o inspiracje. Co cię inspiruje? Inspirują mnie przede wszystkim miejsca, w których działam. To one określają technikę, którą stosuję i ostateczny kształt pracy. Trywialne? Banalne? Nie powiedziałbym. Nie jest łatwo w Trójmieście czy na warszawskim dworcu znaleźć inspiracje, dzięki którym powstaną kolejne - kopiujwklej - koronki z Koniakowa. 

To może po koniaczku, dla rozluźnienia?

Powyższy tekst jest napisany na siłę, ale ma za to 2048 znaków. 




czwartek, 18 lipca 2013

TAKA SYTUACJA

W dawce wakacyjnego know-how wywiązujemy się z patronackich zobowiązań. Jesteśmy nieco spóźnieni, bo uprzedził na Pezet (http://www.youtube.com/watch?v=8QOG8hxaSak&feature=youtu.be). Ale bez spiny, on nawijał swoimi słowami, my oddamy głos organizatorom: „Międzynarodowy Festiwal Sztuki Muralu (Graffiti) Meeting of Styles. Lublin 27-28 lipca 2013”

Cieszy zwięzła i trafna (nie mylić z trefną) nazwa. Ale czy przypadkiem, z polskiej edycji objazdowej imprezki, ktoś próbuje robić hasła międzynarodówki, sztuki, muralu? Rozumiemy, że ściema dla sponsorów i grantodawców. Ale kłamać nigdy nie jest ładnie, chyba, że to taka humoreska - grafa na płocie nazwać sztuką. Muralu. 

Ale im głębiej, tym płycej: „Kluczowym założeniem formuły imprezy jest zaproszenie do udziału szerokiego grona odbiorców. W związku z tym nie są pobierane opłaty za udział...”. Opis mocno klimatyczny więc liczymy na tłumy licencjonowanych rajterów i warsztaty dla seniorów. Chociaż program przewiduje także subtelniejsze atrakcje...

A tak serio? Łatwo po raz kolejny wyśmiać shitartowy evencik w Pcimiu Dolnym albo pastwić się nad setką konkursów muralowych. Ale na graffiti jamy, warto było machnąć ręką, bo robione bez wielkich dotacji, bo luźne, bez zadęcia i bez wielkich historii. Od takie małe-wielkie nic. 

Ale, kiedy niby zwykły jam, takie środowiskowe „siemanko” zmienia się w strategiczny festyn miejski trzeba spytać: „sprawdzam”. No i sami zobaczcie: „Zgodnie z koncepcją marki Lublin Miasto Inspiracji, miasto promuje wszelkie przedsięwzięcia wspierające lukratywność i aktywność młodych ludzi. Wpisanie się w założenia Wall Street Meeting umożliwia korzystanie z doświadczenia i popularności wydarzeń w Wiesbaden, co niewątpliwie podnosi również prestiż lubelskiej imprezy...”. 

Nie do końca wiadomo o co chodzi. Jaka koncepcja marki? Jaka „lukratywność” ludzi młodych? Możliwości są przynajmniej dwie: albo gmina Lublin zakupiła koncepcję marki MOS, licząc może że jednocześnie kupiła sankcjonowane graffiti. Albo ktoś wpisał graffiti do jakiś „lukratywnych” miejskich strategii. A może to taki nowy sposób na gettin up - lubelski styl, nowa droga na wyjście z chaosu? W każdym razie, jak was złapią na wschodzie mówcie, że jesteście „lukratywni”, „wpisujecie się w koncepcję marki”, „korzystacie z doświadczenia i popularności festiwalu”.

Brzmi jak żart, do momentu kiedy nie sprawdzisz kto dyryguje całą orkiestrą: „Organizator: Magnifiko, Wydział Strategii i Obsługi Inwestorów, Referat ds. Marketingu Miasta Lublin, Marketing Miasta, Pl.Litewski, 20-950 Lublin, Kontakt:, marketing@lublin.eu


Źle mordeczki? To teraz bawcie się dobrze. Lublin zaprasza. 


W programie Meeting of Styles m.in.:

8.45 – 9.00 – Rejestracja zawodników (kategorie młodzieżowe)

9.00 – Otwarcie turnieju 

9.15 – 11.30 Mecze w kategoriach młodzieżowych 

10.45 -11.00 Rejestracja zawodników (kategorie open) 

11.00 – 11.30 Mecze w kategoriach open 

11.30 – 12.00 Konkurs trójek (triangulo? - przy. red.) 

12.00 – 13.00 Mecze we wszystkich kategoriach 

13.00 -13.15 Konkurs wsadów 

13.15 – 14.00 Mecze 

14.00 -16.00 Mecze półfinałowe i finałowe 

16.00 – 16.30 Mecz streetballerzy vs writerzy

11:00 – 17:00, No Limited – instalacja Plac Litewski

Instalację stworzy artysta pochodzący z południa polski Adrian "Arin" Zerojeden. Jego projekt ma na celu pokazać, że nie koniecznie trzeba być uzależnionym od przestrzeni do koło nas lub być ukierunkowanym standardami wprowadzonymi w uczelniach.


poniedziałek, 24 czerwca 2013

HIPHOPOWCY POWSTALI!

Haj gajs. Jak tam leci? Maluejcie troche? Czy tylko ławka i trawka? Bo wiecie. Hip hop to nie tylko boisko i piwo, hip hop to również, że zacytuję artykuł ze strony TVN24 "ruch młodych ludzi zorganizowanych wokół ruchu hip-hop-owego". Otóż to! 

Jak powszechnie wiadomo graffiti to nie jest hip hop, ale o tym już powiedziano wszystko. Tak czy inaczej powstały w Wielkopolsce murale o powstaniu wielkopolskim. Nie wiem czy wydarzenia historyczne pisze się z wielkiej czy z małej litery. Nie sprawdzę, bo nie mam internetu. Prawdopodobnie jak komu w duszy gra. W każdym razie hiphopowcom gra. I bardzo dobrze. Kochamy powstańcze murale jak Polacy niskie ceny, a od miłości już bardzo niedaleko do przyzwyczajenia. My się przyzwyczajamy do historycznego nowoprawicowego muralizmu, a wy przyzwyczajacie nas do tej siermiężnej estetyki ala Roskowiński. Nigga please, jak to mówią hiphopowcy. Dlaczego te murale wszędzie są takie same. Przecież nie malują ich ci sami "artyści", czy też wykonawcy utworów paramalarskich. Dlaczego każecie nam na to wszystko patrzeć czarno-biało. Czarno-biało-czerwono nawet! Dlaczego brakuje w nich tego czego nie brakuje z kolei w muralach dekoracyjnych, ilustracyjnych, którymi tak zachwyca się Łódź (pozdro). I tak jak zawsze podkreślaliśmy siłę przekazu w malarstwie zewnętrzym tak tu ten przekaz jest aż za wyraźny. I jeszcze podpisany! Dziękujemy urzędnicy, że dajecie się wykazać pomysłowości i kreatywności tych hiphopowców. Widać, że wszyscy dbają o to by nasze oczy nie błądziły niepotrzebnie po okolicznych śmietnikach, wyblakłych trawnikach i obsranych ławkach. Dzięki. Dajcie troche pomyśleć, dajcie szansę podziwiać i zachwycać się. Nie i koniec! Powstanie, kurwaaaa! Promujemy estetykę stadionów i paramilitarnych organizacji wspierających skrajnie prawe skrzydło? Dlaczego? Gdzie odpowiedzialność za zrównoważony rozwój obywatela? Gdzie ten wyśmiany sto razy "kolor"?

Wystarczy. Pokój dla prawdziwych składów w Katowicach. Elo. Haj fajw.


czwartek, 6 czerwca 2013

CZEŚĆ TERESKA

Pion śledczy UH nie miał wytchnienia, za to problemów co niemiara. Głównie z odsianiem groteski od skandalu i skandalu od gówna. I tak w koło Macieju, już drugi rok. Dlatego niechętnie, ale złamiemy konwencję hejtingu na rzecz... patronatów. Akurat przed wakacjami, więc organizatorzy zdążą zrobić nam przelewy. (Zdążycie?).

Evencik pierwszy to sztandarowy Urban Forms, który niecodziennie, bo twarzą Królowej Matki opowiada o początkach fundacji. Czyżby jakiś pivocik, wojna na szczycie a może odświeżenie wizerunku? Teresa Latuszewska-Syrda brylowała w mediach http://lodzwkulturze.wordpress.com/2013/04/06/sukces-murowany-wywiad-z-teresa-latuszewska-syrda-zlozycielka-fundacji-urban-forms/ oraz http://ludziesektora.ngo.pl/ludziesektora/861615.html. Tak brylowała, że peany na cześć pisała jej współpracownica. Ale luz. Za nas tez czasem ktoś taga postawi na akcji. Nawet tak wolimy, bo przypału mniej.

Ale wróćmy do myśli złotych. Zacznijmy od momentu oświecenia, a przyszedł on szybko: „zorientowałam się, że poza graffiti funkcjonuje też street art, działania niekoniecznie wandalskie, a artystyczne.” Czyli jednak, artyzm (a może Aryzm). Cieszymy się szczerze, szacunek dla twórcy to dla nas priorytet, szczególnie dla twórcy zza granicy. Poprosimy o szczegóły, o jakieś technikalia? „Tak, stawiamy ich przed wybraną ścianą i mówimy: tu będziesz pracował, zastanów się, co chcesz zrobić i przyślij nam projekt.” Już to sobie wyobrażamy: zarząd fundacji z antyterrorką wbija o 6 rano na hacjendę twórcy. Nie może być nawet chwili zawahania, bo twórca ucieknie i z muralu nici. Ciekawe czy chociaż raz mówią „proszę” i „dziękuję”. Z resztą po co, przecież złapani twórcy „czerpią dość bezinteresowną satysfakcję z malowania na interesujących powierzchniach.” Amen.

Taki jest background, a efekt? „Trzeba pamiętać, że nasza łódzka impreza to jedyne takie wydarzenie w skali Polski. Jest ono całkowicie artystyczne, a więc nie odbywa się na czyjeś zlecenie, nie ma funkcji reklamowych, ani tym bardziej żadnych związków z bieżącą polityką.”. Jedyne powiadacie, czy całkowicie powiadacie? Albo inaczej zapytamy: brawura czy tupet?


A bariery?


<<TLS: „Tutaj trochę ponarzekam. Nie możemy się doprosić od miasta współpracy w wytyczeniu szlaku łódzkich murali.”


ŁwK: „To byłoby świetne rozwiązanie, bo przewodnicy łódzcy mogliby te obiekty włączyć w swoją marszrutę.”


TLS: „Oczywiście. Ale myślimy, żeby rozwinąć naszą działalność w stronę szeroko rozumianej turystyki postindustrialnej. Chcemy z tego uczynić nasz produkt firmowy. Przy tej okazji wspomnę o NeSpoon ....” >>


Na to ostatnie słowo spłonął nam w rekach dyktafon. Ze wstydu.


PS. UWAGA KONKURS: ZGADNIJCIE JAKĄ KOLEJNĄ IMPREZĘ OBEJMIEMY PATRONATEM. ZWYCIĘZCĘ ZATAGUJEMY NA BOMBTHEWORLD!











wtorek, 4 czerwca 2013

NIEPOWTARZALNY STYYYYYL

No cóż. Cicho trochę się zrobiło co ? Nie ma tematów albo się powtarzają, ale drobne smaczki zawsze ktoś wygrzebie. 

"młodzi twórcy rozpoznawalni na scenie polskiego street artu i szanowani za niepowtarzalny styl" - to jest cytat z tekstu do wystawy Felto i Hemoroida. Tak jak nie mam ochoty pisać o samych artystach ani o ich pracach, ani o ich autentyczności, zaangażowaniu meesydżu czy właśnie stylu...Tak będzie krótko o fenomenie stylu i jego fasadowości.

Nie o ich stylu, ale o stylu w ogóle. Styl to jest coś takiego co każdy graficiarz czy streetartowiec musi mieć, bo inaczej nie ma stylu. Styl to obowiązek ważniejszy od polotu, zrozumienia świata, chęci przekazania czegoś i wielu innych wartości. Styl to coś co cię jako streetarotwca wyróżnia pośród innych (styl myszy, styl kota, styl szablonu z miastem itd.). Styl to coś co masz dopóki nikt ci tego nie ukradnie. Ot co czyli nic. Pod stylem niewiele się kryje, albo kryje się bardzo dużo tylko nikt tego nie szuka. Nawet sami artyści stają się więźniami stylu i nie mogą się wychylić z czymś ambitnym, czy odkrywczym.

Streetart nigdy nie zostanie art właśnie dlatego, że skupiamy się (my odbiorcy, kuratorzy, organizatorzy itp) tylko i wyłącznie na stylu, na tej estetycznej oryginalności. Nikt się nie sili aby zrozumieć artystę. Wszyscy widzą tylko kolory lub kształty. Nie szukamy głębiej, bo tak jest łatwo i efekty są widoczne od razu. 

I styl można sprzedać a z przekazem czy ideą jest trudniej.

yooo.



wtorek, 7 maja 2013

EKSPOZYCJA ≠ WYSTAWA

Łapię czasem tak zwane "rytmy zwątpienia", o których tak nawijał śpiewnie Śliwka z EGO w roku 2001. Przewidział to. Przewidział zmęczenie materiału i zmęczenie materiałem.

Nie żeby coś się wydarzyło, nieeee. Festiwali nowych nie widać, a te co są jakoś sobie radzą, że nie warto o tym pisać. Piłsudskiego i jego murale mamy gdzieś. MR&ED też w końcu ciszej trochę (przynajmniej w tym tygodniu). I tak sobie wstałem rano, zjadłem śniadanie, obejrzałem Teleexpress i odpaliłem kompa. Od paru dni, sobie myślę, że może nie warto więcej się zmagać z tym tematem, z tym teatrem, farsą polskiego i ogólnoświatowego streetartu. Może trzeba zająć się czymś innym i niech sobie to bezsensowne zjawisko funkcjonuje w swoim garnku i niech się miesza ze swoimi składnikami, na swoich zasadach (bynajmniej nie ideałach). No i tak już nie chciałem o niczym pisać...

Aż tu nagle zobaczyłem foto kolorowych tenisówek VANS (bling usłyszałem właśnie wpadającą ćwierćdolarówkę do kieszeni)  pokolorowanych kolorowymi markerami w kolorowej galerii handlowej. No fajnie, już to było... pomyślałem...

I nagle uświadomiłem sobie! Tak to już było! To jest nudne do zerzygania a wszyscy to ciągle robią. Myślałem, że moda na wspólne wesołe "malowanie sneakerów" przeminęła wraz ze sklepami Serka na Mokotowskiej. Myślałem, że więcej nie będzie się tym nikt zajmował. Po fajnym evencie Insy i Inkiego w dawnym  Dr. Sneaker nie spodziewałem się, że ktoś będzie miał na to ochotę i siłę i że jeszcze będą chętni aby malować, aby bawić się w tą niechcianą grę dalej. Don't hate the playa, hate the game, jak to z kolei powiedział Promoe z Looptroop (komentarz pod postem, 8/05 16:26 Promoe nawijal "dont hate the player, dont hate the game, hate the troop man we take all blame" takze tak - sorry, to zupełnie zmienia postać rzeczy i stawia nas w kiepskim świetle) . Nie hejtuje plejerów tylko to cholerne zjawisko. Nigga please! 

I wiecie co mnie najbardziej boli? Nie dość, że ta nieszczęsna "Galeria" handlowa zamiast galerii sztuki to jeszcze "wystawa" w miejscu po prostu zwykłej "ekspozycji towaru"....FUCK. I z całym szacunkiem do towarzystwa, które się w to bawi. Nigga please. Wspieraj grę a nie jej iluzję!

Niedługo nawet chodzenie w butach będzie uznane za sztukę. 




piątek, 26 kwietnia 2013

WSZYSTKO ZOSTAJE W RODZINIE

Na początek chcieliśmy rozwiać wszelkie wątpliwości. Ten tekst piszemy dlatego, że jesteśmy zawistni, mali i pazerni na kasę, którą zgarniają inni. Nie ma żadnego innego powodu- prócz naszych kompleksów i zawiści. No i oczywiście MR i ED to nasi najukochańsi bohaterowie. Dobrze to mamy już za sobą. A teraz do sedna.

STREET ART NA DWORCU CENTRALNYM!

Ach ten street art! Będzie się wprowadzał na Dworzec Centralny i będzie to już druga próba jego wprowadzania bo pierwsza- w chuj nieudana, jak stwierdza MR, nastąpiła w 2011. Jest to bardzo celne i prawdziwe stwierdzenie. Oczywiście można by uznać, że za każdym razem jak jakiś pomalowany pociąg wjeżdżał na Dworzec Centralny to ten ?street art? ,według PS1, też się tam pojawiał, ale pewnie PKP się zbytnio nie cieszyło. Skupmy się jednak na meritum. Ważne jest to, że 2011 vlepvnet dał ciała i zrobił coś kontrowersyjnego i brzydkiego – o czym MR wspominał w wiekopomnej publikacji PS2 oraz w tekście, z którego czerpaliśmy wiedzę, a jak wiemy street art nie może być kontrowersyjny tylko grzeczny i ładny. No więc MR i ED czyli FSZ (fundacja sztuki zewnętrznej to zmienią).

Jak się okazało Dworzec Centralny ma góry pieniędzy, który lubi wydawać na ważne sprawy i dlatego zgłosił się do agencji Link PR żeby zrobić coś cacy dla przyjezdnych i wyjezdnych. No a mózgi z tej agencji wpadły na pomysł, że FSZ zrobią coś ładnego i niekontrowersyjnego. Początkowo miał być pomysł na konkurs na graffiti! Ale z tym są dwa problemy – konkurs na graffiti brzmi tak bardzo żenująco w 2013, że można się poczuć jak w połowie lat 90. A po drugie nie wiadomo kto wygra taki konkurs, bo to różnie może być, to też nie jest fajnie, więc MR i ED zaproponowali inne rozwiązanie. I to rozwiązanie właśnie będziemy oglądać na dworcu głównym.

Więc jest tak. Mamy trzech architektów, których prace zostały zaakceptowane przez ciała zewnętrzne – czyli Towarzystwo Projektowe – projektantów renowacji dworca, które to ciała orzekło czy im się podoba czy nie. I mamy na dodatek jako extra wisienkę – osobę znaną i podziwianą czyli NeSpoon. Oczywiście NeSpoon będzie w hali głównej tak żeby nie było wątpliwości kogo fotografować i kamerować jak już przyjadą środki masowego rażenia. A NAWER, ROEM i AUTONE? Cóż no, gdzież tam pomalują, pewnie nawet fajnie-no może oprócz AUTONE, ale przede wszystkim będą  legitymizować  NeSpoon i FSZ w ich działaniach. Ciekawe jak (i po co?), z całym szacunkiem dla prof. Porębskiego, wcisną, z zachowaniem poszanowanie dla przestrzeni zastanej, koronki NeSpoon między niefortunne budki i inne tymczasowe instalacje w hali głównej.

A w czym widzimy problem? Pomijając wszystko o czym już nie raz pisaliśmy, to to co robi MR i ED (jak choćby publiczne mówienie nieprawdy – patrz “mocarze w mocaku”) to jest jawna i nieskrywana prywata. Bo Ela Dymna, która jest członkiem zarządu FSZ ma swoje alter ego, czyli NeSpoon (czy jest tu jeszcze ktoś, kto o tym nie wiedział? I tak patrząc z boku FSZ zamiast organizować konkurs na graffiti na dworcu znalazł ?nowe rozwiązanie?. FSZ zapewne zaproponował jako artystkę – NeSpoon. Bo NeSpoon nie ma nic wspólnego z ED. I pewnie też dlatego kiedy MR pisał tekst o Street Art na Dworcu Centralnym, zapomniał wspomnieć że Członek Zarządu FSZ wybiera sam siebie jako najwłaściwszą osobę do wprowadzenia Street Artu na Dworzec Główny. I jeżeli nie odbywa się to wszystko w formie pro publico bono tzn. że pojawiają się tu pewnie jakieś pieniądze. I prawdopodobnie pieniądze dostała FSZ za zorganizowanie eventu, i również jakąś pulę na wynagrodzenia dla artystów. Ale później zarząd FSZ uznał, że NeSpoon idealnie nadaje się do ?artystycznego froterowania? posadzki na Centralnym. Może jesteśmy trochę naiwni i za bardzo zawistni , ale mamy wrażenie, że to nie do końca etyczna sytuacja. To tak jakby dać zdjęcie swojej pracy na okładkę albumu o zjawisku, w którym uczestniczy się od 15 minut, chociaż ono trwa od lat.

Niemniej gratulacje dla NeSpoon, za to, że zarząd FSZ tak bardzo ją ceni. Przynajmniej jest ktoś taki.

PS. Tekst zapowiadający wydarzenie opublikowany na blogu FSZ jest tak jakby trochę tendencyjny i sprawia wrażenie jakoby MR i ED szli z odsieczą centralnemu i sztuce w jego wnętrzach, która tak źle i niefortunnie została tam podczas projektu THE WRITERS w 2011 wprowadzona. Tak! To my, FSZ, w końcu zrobimy porządek z tym całym street artem.
sosm/…../mś





niedziela, 21 kwietnia 2013

STREET ART A SŁONIE - NA PRZYKŁAD

Szczerze liczyłem, że określenie street art nieco już się wytarło i podniecać może jedynie urzędników miejskich z wydziałów promocji lub nieco podstarzałych pracowników działu marketingu w firmie produkującej masło i nawozy sztuczne. Jak zwykle nie miałem racji. Okazało się, że street art kręci również ludzi z Galicja Żydowskie Muzeum gdzie zorganizowali wystawę Street Art po Żydowsku. 

Dlaczego kurator zdecydował się na użycie zwrotu „Street Art”? Czy zaproszenie artyści pochodzą z Izraela są wyznania Mojżeszowego, tworzyli w Jerozolimie, Tel Avivie czy Hajfie? No nie. Ale co z tego. Niektórzy z nich mieli doświadczenia z tworzeniem na ulicach, więc na pewno robili street art. No i jest polski BAnksy, który jest dla kuratorów chyba głównym alibii na używanie zwrotu street art. Chociaż nie rozumiem skąd takie podkreślanie, że część artystów jest związana z Akademią Sztuk Pięknych, po co? Przecież robią street art, nie? Więc chyba nie tylko na murach krakowskiego ASP. 

Panowie i pani artyści przygotowali „murale”. Murale pokazano wewnątrz muzeum, a powstały na gipso-ściankach - taka tradycja żydowsko-polskiego muralizmu, a co tam. Co do wyboru artystów, to na pewno Pikaso podejmował w swoich pracach temat „żydowski”. Co do pozostałych- szczerze nie wiem.Tzn. wiem o Marku Edelmanie autorstwa Polskiego Banksyego. Co do pozostałych to nie wiem, dlaczego akurat oni, a nie inni. Może byli pod ręką. Z całą pewnością w kompozycjach NAWERA można tak samo dopatrzeć się swastyki jak i Gwiazdy Dawida, albo linii krakowskiego metra - dla chcącego nic trudnego. 

Nie wiem jakim kluczem kuratorzy dobrali artystów i nie widać tego w pracach- nie widać też tego całego Street Artu, który chyba ma być tylko wabikiem na klientów i „młodych”, których przyciągnie się do muzeum, żeby zapoznali się z wystawą. Czy naprawdę nie można wymyślać mniej pretensjonalnych tytułów (czekam tylko, aż ktoś zorganizuje wystawę pod tytułem„Sprey na płótnie”). No i cóż jest jeszcze kwestia pana kuratora. Nie ma jak to „kuratorować” i wkładać własną pracę na wystawę. Klasa. Czekam na wystawę Street Art po Maorysku.

sosm




środa, 10 kwietnia 2013

DAREK EDELMAN

Tak wiem, że już tytuł jest nie do przyjęcia a to co się pojawi dalej nie tylko postawi nas w miejscu, w którym kiedyś stało ZOMO, ale zrówna nas z ziemią posądzając o antysemityzm (chociaż naszym ulubionym drinkiem od zawsze pozostaje międzykulturowy Gin&Jews).

Kiedyś na sosm.pl był tekst który miał tytuł BRZYDKIE. Cóż o kolejnej realizacji polskiego Banksyego, weterana graffiti i ikony street artu- Darka Paczkowskiego- można powiedzieć wiele, ale nie można nie powiedzieć też tego: to jest BRZYDKIE! I z rączką coś nie teges. 

Na stronie Culture.pl możemy zobaczyć projekt muralu pana Darka Paczkowskiego z okazji powstania w Gettcie. Cieszymy się, że każda okazja jest dobra. Kiedyś się mówiło: Wypić zawsze można. Teraz wypadałoby: Pierdolnąć se murala zawsze można. Cieszymy się, że zaprasza się wybitnych twórców, by nie pozostawiać warszawskiej tematyki okołowojennej tylko chłopcom z placu Dill Gang (proszę porównać z muralem powstańczym kilka postów wcześniej - przypadkowe podobieństwo czy słuszna linia urzędników zatwierdzających projekty). Więc prawdopodobnie praca już istnieje przy Nowolipki 9B - miała być realizowana 5-7 kwietnia a otwarcie planowane jest na 18.04. Ale w internecie nie ma żadnych przecieków jak to drzewiej bywało, kiedy sztuka w przestrzeni publicznej budziła więcej emocji. Darek vs Marek. Zobaczymy, który jak sobie poradzi z tym muralem. Czy Dariusz odda właściwie hołd poważnym wartościom, czy może wykona zlecenie na mural. Zobaczymy czy powaga malowidła sprosta wielkoformatowej postaci Pana Marka Edelmana.

Jak czytamy dalej na Culture.pl: (mural) Ma charakter społecznościowy - organizatorzy akcji Fundacji Klamra zachęcają do dokonywania darowizn, kupowania koszulek-cegiełek, i licytowania obrazu muralu (szacowany koszt prac to około 10 tys. złotych). ILE??????? Co może kosztować tak dużo przy tak skromnym formalnie projekcie?

1. Podnośnik do 20m wysokości na cały dzień 1200pln, 
2. Farby 600pln, 
3. materiały dodatkowe 200pln
4. transport, noclegi, diety (2 dnii) 800pln
_____________________________
RAZEM 2800 pln

a co z resztą? Koordynacja, księgowość, wynagrodzenie artysty ???? SPORO.

No ale jak to się ładnie mówi przy okazaji tego dzieła - jest to mural społecznościowy (cokolwiek to znaczy!) Pod zdjęciem na stronie wydarzenia czytamy taki tekst:

Rach ciach i gotowe... a teraz zapraszamy do społecznościowego świętowania pamięci o Marku Edelmanie 18go o 18tej. Twórzmy wspólnotowe wydarzenie obywatelskie! Przynieście upieczone ciasto. Zagrają dla nas Jacek Kleyff, Slomaski Sloma i Robert Brylewski a organizacje społeczne pochwalą się swoimi działaniami na rzecz innych. PAMIĘTAJCIE! każdy z Was może być współautorem tego muralu, wystarczy 18 kwietnia o 18.00 być na wspólnotowym wydarzeniu podczas którego każdy odbije szablon z żonkilem na ścianie!

Teraz sobie zanalizujemy i zadamy podstawowe pytania. Rach ciach - rozumiemy, że namalowane było szybko i sprawnie (prawdopodobnie mój kosztorys był zawyżony we wszystkich punktach). Co to jest społecznościowe świętowanie i czym się różni od niespołecznościowego. Co to jest wspólnotowe wydarzenie obywatelskie? Ja rozumiem modę sprzed dwóch lat na "projekty partycypacyjne mające na celu zaktywizować lokalne społeczności i wspólnoty". Ale to jest jakiś bełkot wspomagany moją ulubioną analizą SWAT.

Przy tych wielkich słowach i setkach organizacji zaangażowanych w ten mały, na marginesie dość słaby mural, zastanawiam się czy ktoś pamięta kim jest Marek Edelman, kim jest (lub był) Darek Paczkowski. Czy tylko zostaną nam "lewakujące" pojęcia - społeczność, wspólnotowość i razemość!







niedziela, 7 kwietnia 2013

NIE WIEM TO SIĘ WYPOWIEM

Są w tym kraju pomniki, na które się nie pluje. I nie chodzi nam o pomnik Matki Polki czy o Syrenkę. Chodzi nam o żywe pomniki współczesnej kultury takie jak reżyser, którego filmy tak bardzo kocha młodzież, że organizuje się w grupy ucieczkowe i masowo chodzi do kina na jego ostatnie obrazy- Andrzej Wajda czy miłośniczka zwierząt i form geometrycznych Katarzyna Kozyra. Ale jest wśród nich Anda Rottenberg. Pani Rottenberg w swoim programie weszła na temat, który trochę znamy bo przeglądamy często strony street art ( i to nie tylko .pl, ale też .com) w internecie . No doszliśmy do wniosku, że trzeba coś powiedzieć tutaj na temat tej wypowiedzi, którą w całości możecie przesłuchać tutaj: ANDYMATERIA - Anna Wacławik-Orpik i Anda Rottenberg rozmawiają o Banksym. 
 
Jezeli już to zrobiliście to dostrzegacie, że pani Rottenberg słusznie zauważa, że nikt nie może się znać na wszystkim...i zapewne dlatego zaczyna opowiadać nam o Banksym „pierwszym z bardzo długiego szeregu grafficiarzy, który zrobił karierę”. Cóż, rodzi się pytanie czy kiedy dostrzegasz jakie głupoty pieprzą tzw. „autorytety” w tematach, o których wiemy ciut więcej niż przeciętny wpis na wikipedii to czy w innych tematach, w których się wypowiadają też pieprzą takie głupoty?
 
Nie musimy się zagłębiać w treść tej wypowiedzi. Posłuchajcie sami. Generalnie inteligenty człowiek, po 15 minutowym reaserchu w necie potrafi się dowiedzieć o jakimś zagadnieniu na tyle dużo, żeby napisać o tym artykuł lub dać wypowiedź do radia. Ale nie każdy nosi odpowiednie nazwisko.

PS. A te kurwa vlepki w autobusach skąd się jej wzięły, to nie mam pojęcia.


sobota, 6 kwietnia 2013

NAJPRAWDZIWSZY BOB

Krótko dziś, ale na temat. Temat jakże ważny, ale niechętnie podejmowany przez wszystkie branże świata. Chodzi o pieniądze, hajsy, flote, forse, mamone, kesz itd. A jak nadal nie wiesz o co chodzi to wiesz, że chodzi właśnie o to!  

TRUE BOB, najprawdziwszy z graczy, najbardziej prawdziwy Bob, czyli Robert, ma swojego bloga. Ma go tak samo jak my na blogspocie, ale treści publikowane, o dziwo, są zupełnie inne. True Bob prezentuje na swoim bloggerze swoje prace. I tu się różnimy, a ważnym jest by różnić się pięknie, bo my też prezentujemy prace, ale nie nasze (sami nie umiemy, umiemy tylko komuś przywalić, jak to Polaczki). True Bober ma więc tego bloga i na nim właśnie zaprezentował wiele swoich prac i pod nimi ceny. Jakoby sugerował, że są na sprzedaż! Tak są. Ale mniejsza o to!. Ceny są bo każdy chce żyć. 

Szkoda tylko, że Bob nie żyje sam z siebie tylko z tego co uda mu się podklepać od innych graczy na scenie.
I tak True (ta, kurwa, true!!!!!!!) Bob ma swoich dziełach prace wiekopomne (zamykam wieko, kładę kamień na niego) - w każdej możemy dopatrzeć się kopii patentów z rodzimej sceny. Więc mamy Etamy, Sepego, Chazmego, Merda a może nawet Razpazjana czy Foxy (cześć Magda). I dziwię się, że jest promowany przez niektóre kręgi. Na prawdę się dziwię. I am TRUly suprised!

True Bobik nie wydaje się być jednak taki true za jakiego się podaje. True Bob jest normalnym Fake Bobem. A za brak stylu i podjebane patenty nikt nie będzie chciał płacić. Mam nadzieję.



wtorek, 2 kwietnia 2013

BLOGGING PRAWILNY. CO NIE?

Jest sukces, to i hejt być musi. Pojawia się i znika, pod osłoną nocy. Przeszyty emocjami. Ryzykiem. Jak w tym słynnym wpisie „Dzisiaj zima, ale wtedy było gorąco”. Pasja jest tak wielka, że musisz się nią podzielić. W kominiarce na tle trzeciej szyny - „Bonjour, vandales!” Zapraszamy do lektury! najprawilniejszego graffbloga w pl - http://ukrytywmiesiekrzyk.net/ I nie jest to Meatu (nojak!) i nie jest to Pezetu (gdzieżby).

Ale 500 osób lubi to. W końcu ‚size does matter’, co nie?

Już wiedzą, że jesteście kotami. Że byliście w filmie wideo nagrani i na jutubie puszczani. To nie jakieś malowanie czapeczek, canvasy dla biedoty. Keep it real w v. 2.0. Żadne pozowane foty. „To zero ściemy. Hardcore bombing od 17 lat.”

Nie ważne, że historie jak milion innych. Zgrabny graffbełkot na ynteligencką modłę. Historie stare jak świat i nie najlepszego sortu. Gimbus to łyka. Bo trochę o ryzyku, byś ty młoda damo widziała w nas herosa. Byś i ty, adepcie młody pamiętał, że „Policja i inne służby ścigają i grozi za to więzienie”. Jak jesteś kozak to może ten flow cię usadzi: „13 lat temu... W Berlinie, z moim żołnierzem z ekipy. Najbardziej przypałowy wyjazd. Ile wy mieliście wtedy lat?”

Mało? A my dużo. „Dzisiaj zima, ale wtedy było gorąco”

Całość nie różni się od pamiętników nastolatki. No może lepszy (bo prawilny) marketing, co nie mordeczko? „Tymczasem udostępniajcie na FB i komentujcie.”. „Samo się nie wypromuje.... Lubić, udostępniać. Zobaczymy co z tego wyjdzie.” 

Like it! Or die trying.... mordeczki.

Co dalej? „Pamiętniki z wakacji”. A może jakieś featuring? Proponujemy cukiereczekxd.pinger.pl. Ta sama liga, sprawdźcie sami:

„W szkole coraz bardziej zaczyna mnie wkurzać nasza słynna pani B.G. Chyba się skapnęła, że Ja tylko udaje, że się uczę i zrobiła się dla nas taka wredna...”
„Wcześniej dostaję od ZB informację, że on nie chce malować…”

„Zadaje nam codziennie do napisania jakąś prac. W środę była wywiadówka i większa połowa rodziców nie przyszła.”
„Kontestujemy tą sytuację zdrową polską “kurwą” i “chujem”, aż ZB ma radochę, że lecimy ostrymi bluzgami”

„Gdy przyszła moja kolej na odpowiedz "Dlaczego żaden rodzic nie był" To nie wiedziałam co powiedzieć, gdyż moja powiedziała, że jej sie nie chciało, no a przecież nie powiem tak do pani”
„Gdzieś są. Gdzieś się czają. Decydujemy się, aby próbować wejść i dopieprzyć po 4. Na chwilę przed tym, jak wznowi się ruch w sobotę. Pierwsze metro wyjeżdza około 5:30. To ważne”

„Wiosna czy zima, w tunelach, gdzie jeżdzą żółte wagony, jest ciepło. A propos żółtego, to nie żryjcie żółtego śniegu!”
„Dzisiaj byłam z Werką, moim bratem i jego kolegami na łyżwach.. Werka totalnie nie umiała jeździć, ciągle sie wywalała Ale śmiesznie było na prawdę..”

Pis yo!
















czwartek, 28 marca 2013

POLSKI STREET ART DLA CIEBIE, DLA MNIE, DLA POLSKI

Żeby nie było, że niezgodna rujnuje i że jesteśmy "na nie" i że generalnie nie lubimy nic, chcemy zaprezentować wam, coś co powstało pośrednio dzięki naszym przemądrzałym tekstom i kolesiostwu oczywiście. 

Nie, nie jest to zwycięski projekt na mural w Krakowie. Powiem szczerze i na marginesie, że nasze zgłoszenie zaginęło po drodze do grodu Wabika i przez to nie zakwalifikowaliśmy się do eliminacji nawet, chociaż nomen omen przegraliśmy drogą eliminacji.

Nasz projekt to było wielkoformatowe zdjęcie płonącego albumu Polski Street Art. Planowaliśmy wielki baner, na całą ścianę, albo nawet większy. No trudno, nie udało się. Złe siły wiedziały co chcemy wysłać (Marian, mogłem ci nic nie mówić!) i w odpowiednim momencie zadziałały. 

Na otarcie łez dla siebie i dla naszych fanów mamy nie lada gratkę! Otóż jesteśmy w trakcie przygotowania printów na sicie z tymże właśnie obrazkiem. Pierwszy z nich zawisł w podczas zamknięcia wystawy Ghost Become Real, w warszawskiej galerii V9. Kolejne mogą powędrować do waszych rąk by zdobić ściany waszych biur, kuchni czy piwnic i by przypominać wam kto tu jest true i co się działo po słowach Rycha: wiecie, co z nim zrobić!

Polski Street Art 
Serigrafia, format A3, papier 200g/m2, ilość ograniczona 
Cena 150pln + koszty wysyłki

kontakt: przez skrzynkę wiadomości na FB.




sobota, 23 marca 2013

FIKU MIKU NA PATYKU

Wiele w Wiśle komentków upłynęło, zanim zdecydowaliśmy się wyłowić te, po których krakowskie skinny-kapy zapchają się na dobre. Rzecz o wall-fart.

Scena I. „Zagajenie”
 
Komentek 1 (wbiega do kuchni zaniepokojony):
„Przeglądałem jakiś czas temu galerię ze zgłoszonymi pracami i generalnie większość ludzi urwała się z dupy + większość projektów była totalnie nie do zrealizowania (i niezgodna z regulaminem). Było kilka bardzo dobrych propozycji autorstwa światowej klasy artystów. Patrząc na skład jury wierzyłem, że uda się wybrać sensownie. Michał, czemu nam to uczyniliście?!”

Członek 1 (frywolnie, acz se swadą):
„To było na złość i z premedytacją, chcesz zobaczyć dobre rzeczy na murach, wpadaj do Łodzi /a tak na serio to przesłane projekty były totalną masakrą, zastanawiałem się w większości przypadków, czy ktoś sobie robił jaja wysyłając daną pracę czy chodzi do 1-szej gimnazjum.

"Było kilka bardzo dobrych propozycji autorstwa światowej klasy artystów" - powiem jak Jules w Pulp Fiction - "example?" /wygrał projekt, który daje radę, nie był w gronie moich 3 faworytów, ale na tletego co zostało wysłane źle nie jest.”

Członek 2 (groźnie, strofująco):
„Nie broń się Michał!”

Epilog

Komentek 2 (patetycznie):
"Z jednej strony gratuluję autorce. Z drugiej, nie rozumiem kompletnie dlaczego nie przerobiony patchwork z dzieł innego artysty ma być odrębnym dziełem konkursowym , a było wiele takich projektów - trochę więcej samodzielności by się przydało, a nie przemawia do mnie idea "interpretacji" w ten sposób. No i niestety, pomimo sporego szacunku do jury zaczyna mnie drażnić to, że Kraków boi się jakichkolwiek zmian, a jak już chodzi o nowoczesność to broń Boże..."

Kurtyna
(brawa) ?

Tylko małe pytania na koniec...Czemu ktoś jak zwykle nie ma jaj żeby powiedzieć nie? Przecież można nie wybierać w ogóle zwycięskiego projektu. Czemu boimy się "szarych ścian"? Czemu mówi się: budynek straszy pustą ścianą?










czwartek, 14 marca 2013

ŻAL CI?

Pamiętam dawną wizytę w Berlinie lub spotkanie, z którymś z tamtejszych watażków. Bez zbędnych sentymentów, ale pamiętam dobrze jak po tej rozmowie coś mnie tknęło: ”Jak to? Graficiarska społecznościówka? Jakiś absurd. Dno, wypaczenie, nieporozumienie. Nie kupuję tego. To nie może się udać”.

W głowie jeszcze szeleściły kartki z drukowanymi fotkami, a działanie stało wyżej niż przeglądanie. Dziś historia zatacza koło. Streetfiles zostaje zamknięte. A fakt, że poświęcam na to kilka słów, świadczy nie tyle o ewolucji podejścia ale o refleksji, jak ważnym medium dla światowego graffiti była niemiecka strona. Szperanko i podróże palcem po mapie były elementem nieregularnego obrzędu. Przed dalszymi wyjazdami obowiązek każdego turysty. Hejtuję jak zawsze internetowy lans, choć te pomyje wylewamy tu od miesięcy a nawet od roku (może zrobimy sobie imprezę 1. Urodziny Hejtu - "U Artystów" - będzie wystawa i malowanie czapek). Ale nie można pominąć, że to była główna wada streetfilesów. Ale jakie czasy - takie obyczaje. Bo to nie portal był zepsuty, tylko tzw. „community” i „users”.
 
Z skoro o ludziach a nie o avatarach mowa, streetfilesom trochę czasu poświęcił Esher. I tu zamiast kropki powinien być wykrzyknik. Bo akurat o nim nikt w Berlinie nie dyskutuje, czy jest kingiem czy nie. I znów wracamy do graf-wiarygodności, którą (m.in) dzięki niemu streetfiles miał.

Warto zapamiętać tę stronkę, choć nie wiem czy za kilkanaście lat będziemy tęsknić. Na bank pamiętać.

Mimo, że ja wciąż jej nie kupuję.


piątek, 1 marca 2013

IDZIE WIOSNA

Dziś krótko, wpis o walorach statystycznych, bo kliknięcia się liczą bardziej niż kasa. Nawet 5 klocków.

Odnotujmy: ogłoszono trzeci konkurs na mural w ciągu 24 godzin. Czyli w Polsce co 8 godzin dzieje się wielki casting streetartowy. W sensie: ktoś ogłasza, ktoś zamyka. A kilka innych czeka na rozstrzygnięcie...

Najpierw Kraków zamknął konkurs na mural na galerii krakowskiej, a potem ogłoszono kolejny na stronie JewishMuzeum. A teraz Mińsk Mazowiecki (http://www.facebook.com/events/381459738617593/?ref=3) się pyta: „A co Marszłek...?
 
Więc odpowiemy: „Gówno”, mimo że nagrodą jest m.in. voucher na pobyt w hotelu Smętek w Ełku.

Ktoś poczuł smród wiosny. I my mamy podejrzenie, że to początek dlatego....

...zimo napierdalaj! 
 
 


czwartek, 28 lutego 2013

POWSTANIE WARSZAWSKIE RAZ JESZCZE

W Warszawie stolicy powstańców mamy kolejny mural powstańczy. Mural autorstwa znanych nam Maćka i Dominika powstał (nomen omen) w podwórku przy ulicy Okrzei. No i oczywiście powstał za nasze wspólne pieniądze dzięki współpracy miasta stołecznego ze Stowarzyszeniem "Wspólne Podwórko", Stowarzyszeniem na rzecz poprawy środowiska mieszkalnego "Odblokuj" oraz Stowarzyszeniem Monopol Warszawski.

Stowarzyszył się stowarzyszenia by dzięki takiej fuzji mogły wyprodukować kolejne murale, które "ożywiają przestrzeń", "wpływają pozytywnie na otoczenie", "rewitalizują" i tak dalej. Regresywne podejście naszych włodarzy do "rewitalizacji" zdradza ich anachroniczne myślenie o procesach zachodzących w mieście. Pokutuje "pudrowanie noska" i aranżowanie sytuacji tymczasowych.

Mural na życzenie "komitetu blokowego" przyjął czytelną formę, która nie daje żadnych wątpliwości co do tematyki. Nasze zaprzyjaźnione źródło w osobie rozżalonego trochę Adama Ixi Color Ixa brało udział we wcześniejszych konsultacjach społecznych, ale dzięki wyraźnym żądaniom szefowej bloku przyjęto szablonowe figuratywne przedstawienia powstańczych bohaterów Rudego, Zośki, Alka i n/n.  Do tego Wisła symbolicznie czerwona i kształt Warszawy. Prosty przekaz, nikt się nie przyczepi. Nie dostaliśmy znowu nic oryginalnego, bo pójść na łatwiznę jest łatwiej. Mural instant supermarketu, wystarczy zalać gorącą wodą.

Jak zwykle dostaliśmy to co zwykle. Pieniądze z kasy miasta wydane są dobrze, mieszkańcy może nie tyle się cieszą, ale w każdym razie nie płaczą (ewentualnie z bezrobocia, zimna lub głodu). Jest schludnie i czysto. Tylko pod spodem ciągle to samo.



 


sobota, 23 lutego 2013

UNDER ARREST

Obiegła świat informacja o tym, że zatrzymano B. i że został zdemaskowany i nazywa się jakoś tam.
Na sosm.pl, małe śledztwo dziennikarskie, które próbuje udowodnić, że to oczywiście ściema i "fake", z kolei  Marcin Rutkiewicz - napisał statut: Koniec Street Artu. Hehe, koniec u nas już był. W dniu premiery PSA1. Media poważniejsze raczej milczą o tych rewelacjach, a my generalnie mamy to w dupie. Będzie kolejne dobre pytanie dla dziennikarzy. 

Banksy jak zwykle pokazał kto jest królem, mimo że jako czarny mógłby zostać nawet papieżem.





czwartek, 21 lutego 2013

STASZEK vs RESZTA ŚWIATA

Jak wiadomo walka artysta vs system to jeden z aksjomatów tej całej zabawy jaką jest sztuka w przestrzeni publicznej. Zderzamy się z tym codziennie jako artyści, kuratorzy, aktywiści. Codziennie ze strony tzw systemu dostajemy informacje jakże zabawne a jednocześnie przerażające. Przerażające swoją ignorancją, indolencją, impertynencją i imbecyliadą. 

Będąc najważniejszym ośrodkiem krytycznego spojrzenia na zjawiska streetart/urban/graffiti dostajemy od was setki maili. Zażalenia płyną wartkim strumieniem niczym potok górski. I tu gładko przejdziemy do tematu wprost z Jeleniej Góry (Z jeleniej? Chyba z Jasnej! - dodał jak zwykle Ochódzki). 

Pisze do nas Staszek i takie ma oto żale do swoich władz lokalnych:

Dostałem pod koniec zeszłego roku zlecenie od miasta na pomalowanie nowo-powstałego wiaduktu,okazuje się że pan prezydent uroił sobie 20 obiektów kojarzonych z Jelenią Górą, które według niego są najistotniejsze. Argumentuje to w ten sposób: Zakopane to jest z czegoś znane, wszyscy o nim wiedzą, a o nas nikt nic nie wie. W związku z czym upiera się przy pstrokatości i multiobiektowości co by wszyscy się dowiedzieli z czego JG powinna słynąć, zwłaszcza że przeciętny jeździec spędza w przelocie podwiaduktowym nie więcej niż 4 sekundy. Ja upieram się przy treściwych mocnych i prostych formach które odbijają się łącznie z argumentacją od głowy pana P. Na szczęście jest jeszcze Dariusz P., który to też kiedyś kręcił się przy owym projekcie, więc może on uratuje pana drugiego P. od prostych form i pomoże organizując warsztaty aby upstrokacić turystom pod-wiaduktowy przelot uszczęśliwiając przy tym pana P. i jego fantazje na temat rozsławiania Jeleniej Góry. Jak to dobrze że jestem przygotowany na drugą ewentualność i mam gaśnice.

Tak napisał Staszek do nas, ale wcześniej Pan P. napisał do niego tak:
Witam
Sprawa została przesunięta na wiosnę. Nie zdecydowałiśmy się jeszcze na temat wykonawcy, Prezydent zdecydował, że chodzi tu o prosty przekaz marketingowy. Bo niestać nas na sztukę w tym momencie. Jeśli jest pan zainteresowany to proszę o kontakt.
Pozdrawiam
 
Hehe, wspaniale - prosty przekaz marketingowy okazuje się być tańszy niż jakaś tam sztuka.

Staszek jednak się nie zraża i pisze do Pana P.:

Witam!Zależy co pan prezydent ma na myśli mówiąc prosty przekaz marketingowy?I czy kiedykolwiek przejeżdżał już pod tym wiaduktem i czy wie że średni czas przejazdu pod nim to 3 sekundy podczas których to nawet najwprawniejsze oko nie wychwyci stu obiektów,których to nawet najmniejszy obywatel się domyśla jadąc tu Tak czy siak prosił bym raz jeszcze o dokładną specyfikacje przekazu marketingowego!

Prezydent zażyczył sobie oczywiście samych oczywistości. Co prawda nie jest to Jeleń na górze, ale lista składa się z dosyć mało wyszukanych symboli -  turysta z plecakiem, skiturowiec, narciarz, pejzaż karkonoszy, Łysa Góra, góra szybowcowa, szybowiec, liczyrzepa (dla nie wtajemniczonych duch naszych gór), lokalnych schronisk etc. lista ciągnie się jeszcze przez chwile oscylując wokół oczywistych elementów.
 
Zawsze w kontekście "prostego przekazu marketingowego" przy jednoczesnym strumieniu informacji przypomina mi się pewien skecz Manna i Materny. Wytrzymajcie do końca.

Panu P. polecamy górski prysznic i trochę wyciszenia. A ty, Staszek, uważaj! 



 

poniedziałek, 18 lutego 2013

NEWS TYGODNIA

Właśnie dziś, z dużym opóźnieniem, bo prawie czterotygodniowym, zapoznałem się z artykułem Pana Bugajskiego w NEWSWEEKU pod tytułem Jeleń ryczy na ulicy z dnia 24.01. Dopiero teraz, bo powoli czytam i z rozwagą. Po przeczytaniu tytułu byłem pewien, że w końcu krytyczny głos dotyczący kondycji naszej ulicy i malarstwa w przestrzeni publicznej doszedł do mainstreamowego tygodnika opinii. Warto przeczytać, chociaż okazało się, że moja powierzchowna ocena jest mylna. Pamiętaj nie kupuj płyt po okładce.

W skrócie. Redaktor Bugajski rozkłada na pierwsze czynniki polską sztukę krytyczną. Dostaje się Kozyrze, za te głupie zwierzęta i Bałce za Żydów. Nie zostawia suchej nitki na rzeczach ważnych, jednocześnie stawiając tezę, że przecież wszyscy (czyt.społeczeństwo) wszystko to wiedzą, rozumieją trudne tematy i w ogóle jako ultra wykształceni nie potrzebujemy jeszcze żeby ktoś z pozycji artysty (pffff, artysta!) mówił nam co jest istotne i jak to rozumieć. Po drugie i najbardziej interesujące  pan B. - wychwala pod niebiosa street art jako sztukę lekką i dla ludzi, głaszcząc przy tym nasz ulubiony duet MR & ED - autorów polskich oficjalnych podręczników do streetartu.

Zamiast się rozpisywać chciałbym tylko przytoczyć, niczym na aluminiowych felgach swojego diamentowego maybacha, komentarz niejakiego KONI pod artykułem:

koni 26.01.2013 02:04
żenada
bosze, jak ja się wstydziłem jak to czytałem, jak ja się wstydziłem! NIGDY w "opiniotwórczych" mediach nie przeczytałem tak żenującego artykułu, tak niskich lotów. nie spotkałem się też z sytuacją by ktoś tak chętnie dawał wyraz swojej ignorancji, brakom w obyciu kulturalnym i zwyczajnie brakom intelektu. "analiza" dzieł Kozyry i Bałki jest na tak żenująco infantylnym poziomie, że zmuszony zostałem do odczuwania czegoś czego nienawidzę - wstydu za kogoś, jak to czytałem miałem ochotę schować się pod kołdrę. Bugajski??? What the fuck?! kto to jest??? kolejny stażysta z gimnazjum? człowieku zajmij się czym innym niż pisanie o czymś czego nie rozumiesz, naprawdę nie musisz się chwalić swoją słabizną intelektualną. nie chce mi się wierzyć że wciąż takie rzeczy można jeszcze przeczytać w roku 2013.





niedziela, 17 lutego 2013

SWADY LUBELSKIE

Każde środowisko, w tym środowisko graffiti, ma swoje wojenki, układziki i polityczki. Każdy chce coś zyskać, ugrać, być lepiej widocznym, być bardziej "elo" niż "yo" itd. Sam miałem różne scysje i problemy, a swoje kompleksy podobno leczę oczerniając innych. Ale tu nie o mnie (szkoda!).

Środowisko graffiti jest na próby podpinania się pod czyjś fejm bardzo wyczulone. Nieautentyczność jest momentalnie odkrywana i demaskowana. Układy wewnętrzne oparte są na zaufaniu i zasadach ulicznego etosu. Niektórych rzeczy się nie robi, niektóre się robi, ale z rozwagą. 

Na blogu SULW pokazał się wywiad z Łukaszem Kuziołą. Nie znam gościa, ale po przeczytaniu tego wywiadu wydaje mi się, że powinienem go znać. Siedzę parę(naście) lat w tym graff-biznesie i wiem, kto co organizował kiedy i gdzie, jeśli nie wiem, to wiem skąd się dowiedzieć. Nazwiska i ksywy, nawet jeśli ich nie kojarzę z twarzami gdzieś zawsze się kołaczą między rozwinięciami ekip a nejmami. A tu jakoś tak się składa, że Łukasza Kuzioły nie znam. Znam za to Igora i Cezarego i wiem co robi Europejska Fundacja Kultury Miejskiej. 

Parę lat spędziłem we Vlepvnecie, który to okres wspominam jako najciekawszy w moim krótkim życiu. Dzięki temu nabrałem wielu życiowych doświadczeń i "wzbogaciłem CV". Rozstaliśmy się w trudnym momencie i niektóre gesty nie należały do przyjaznych. Jednakże, powołując się na wspólne projekty nigdy nie wpadłbym na pomysł by przypisywać je wyłącznie sobie. Znam swój udział i mam o tym swoje zdanie, ale jak mówię o rzeczach w które byłem zaangażowany - mówię: "zrobiliśmy z vlepvnetem", jak mówię o projektach przy których mój udział był znikomy (chociażby pracownia sita, massmix i kilka innych rzeczy) - mówię - "vlepvnet zrobił/zorganizował". 

Kolega Łukasz pojechał chyba jednak za daleko stwierdzając - My - ja odpowiadamy za MOS w Polsce.

Ludzie! Róbcie zamiast gadać. I to potwierdza cytat z Zebstera na końcu oświadczenia EFMK, które załączam poniżej.

(mś)
 
W wywiadzie z Łukaszem Kuziołą na SULW (“To coś jak zjazd rodzinny” -http://sulw2011.wordpress.com/wywiady/wywiad-z-lukaszem-kuziola/) obserwujemy próbę tworzenia własnej legendy, w oparciu o przytaczanie i konstruowanie faktów, które miejsca nie miały. To rzecz niedopuszczalna, a w świecie graffiti haniebna. Dlatego w obronie wiarygodności Europejskiej Fundacji Kultury Miejskiej, którą reprezentuję oraz przez wzgląd na pracę włożoną w LFG przez wolontariuszy i partnerów przesyłam poniższe sprostowanie:

Zespół tworzący Europejską Fundację Kultury Miejskiej działa od czasu wydania pierwszego numeru magazynu Brain Damage, czyli od 1997 roku. Organizowaliśmy największe w tej części Europy imprezy - BD Jamy, Write4Gold i wiele innych. Od 2008 roku tworzymy Lubelski Festiwal Graffiti, bo naszym zdaniem Lublin to idealne miejsce dla takiej inicjatywy.

Pozyskaliśmy środki, zasoby, ubiegaliśmy się o granty, zapewnialiśmy jedzenie, noclegi, farby, zwroty za podróż oraz ponosiliśmy pełną odpowiedzialność przed zaangażowanymi w projekty firmami i instytucjami. Łukasz Kuzioła był jednym z zaufanych wolontariuszy, któremu powierzyliśmy realizację wybranych elementów festiwalu. Z udzielonych w wywiadzie odpowiedzi trudno jednak wywnioskować, co KONKRETNIE i własnoręcznie zorganizował Kuzioła. Jego wypowiedzi sugerujące, jakoby był twórcą i organizatorem wspomnianych wydarzeń są nieprecyzyjne i nieprawdziwe. Użyta w wywiadzie forma "my", bez wskazania w czyim imieniu Kuzioła się wypowiada, jest nieakceptowalną próbą przypisania sobie osiągnięć dużej grupy ludzi.

Skomplikowane projekty, takie jak LFG czy MOS, zawsze oparte są o bezinteresowną pomoc i dobrą wolę wielu osób, które poświęcają im swój czas i ciężką pracę. Dlatego uważamy, że treść publikacji krzywdzi wolontariuszy, współpracowników i partnerów, których wkład w tworzenie i rozwój LFG i MOS był równie istotny lub większy (!), niż Łukasza Kuzioły. Bez ich wsparcia nie byłoby ani festiwali ani tego wywiadu, stąd nasz brak zgody na zakrzywianie rzeczywistości.

Jednocześnie przekazujemy wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy byli z nami przez te 6 lat - zarówno dla osób prywatnych (wiecie kim jesteście) i wielu, wielu instytucji. Nie sposób tu wszystkich wymienić!

Kiedy zakładaliśmy EFKM, Akim Walta aka Zebster, człowiek-legenda, który w graffiti zrobił wszystko, powiedział nam: „W tym co robię najważniejsze jest działanie. Mnie, z nazwiska, nie musi przy tym być. Ważne aby rzeczy się działy!”. W wywiadzie z Łukaszem jest obecne tylko nazwisko. Skończmy więc gadanie i do roboty.

Cezary Hunkiewicz Europejska Fundacja Kultury Miejskiej(m.in. Brain Damage, Lubelski Festiwal Graffiti, Brain Damage Jam 2002-2004, Write 4 Gold 2003-2004, Meeting of Styles Polska 2011-2012, Brain Damage Gallery).


wtorek, 12 lutego 2013

MOSTEK ZAKOCHANYCH

Zbliża się różowe święto. I nie jest to święto suczego różu, nie są to kolejne urodziny Vlepvnetu i nie jest to parada równości. Zbliża się najbrzydsze i najbardziej badziewno-tandetno-ultrabazarowe święto - świętsze od pope'a (nie od Popka), który nie wytrzymał.

Oczywiście chodzi o tzw. walentynki. W związku z tym miasto stołeczne Warszawa postanowiło oddać hołd tej pięknej tradycji umilając nam (znaczy nam nie, bo jak wiadomo siedziba redakcji jest w Jaśle) przestrzeń publiczną jakże wspaniałym dziełem. Ozdobiony został otóż mostek nad rzeczką opodal krzaczka - ozdobiony został sercami z metalu i plastyku (gdzie jesteś plastyku!) i donosi o tym bezpłciowo i bez cienia wątpliwości Gazeta Stołeczna. Tak, to ta sama gazeta, która potrafi ubolewać nad dobrze wykaligrafowanymi tagami czy paroma rooftopami GBR. Dzięki!

Dzieło zwane mostkiem zakochanych oscyluje między małą architekturą, miejskim meblem, gównem a brzegiem pucharu. Uderzamy więc w puchara pełnego rozlanych łez nad kolejną inicjatywą urzędu dzielnicowego Wilanów. Bo mostek stoi nad smródką zwaną potocznie Potokiem Służewieckim w miasteczku Wilanów. Dobrze, że ktoś pomyślał o takiej zimowej atrakcji w tym miejscu, bo przecież latem działa plaża Wilanów pełna banerów, namiotów, plastikowych kubków i wymiotów, więc potrzeba czegoś całorocznego o klasie porównywalnej z halą markpolu. Jan Sobieski i Marysieńka przewracają się w grobie. Swoją drogą mogłaby się na ten mostek przewrócić jeszcze ta metaloplastyczna buława Sobieskiego.

Brak mi słów jak zwykle. Może abdykuję. A może poproszę 1508 o interwencję twórczą (podobno mają miotacz ognia).

Oczywiście w ramach otwarcia mostka przewidziano festyn. Zagra Marek Kościkiewicz i będzie mapping. 

I będzie możliwość wieszania kłódek, bo przecież możliwość wieszania się jest zawsze.

(mś)


poniedziałek, 11 lutego 2013

WYŚCIG TRWA

Jak co roku przyszedł czas podniosły i wzniosły dla wszelkiego rodzaju fundacji - czy to fundacja sztuki miasta, czy fundacja streetartu polskiego czy w końcu fundacja "mam skillsy". Jak grzyby po deszczu w ostatnich dwóch latach w każdym liczącym się na street scenie mieście powstawały instytucje trzeciego sektora chętnie sięgające po modny i przystępny dla gawiedzi street art. 

Na fali unijnych środków "na kulturę" powstało sporo instytucji, które promują kolegów (tak też to robimy) o marnych umiejętnościach, lub przypinają łatkę street animatorom i niedoszłym artystom, którzy spełniają się w warsztatach (nie jestem przeciwny warsztatom). Sporo naszej wspólnej kasy poszło na projekty bez projektów (czyt. bez wcześniejszych setek zamalowanych kartek), czyli przedsięwzięcia, które mimo słabej wartości artystycznej przeszły tylko dlatego, że dostały maksymalne oceny formalne wniosków a merytorycznie opierały się na dobrze przeprowadzonej analizie SWOT. Sprawny wnioskujący jest w stanie pozyskać finansowanie dla największego banału, tylko dlatego że dobrze ma obcykane schematy działania dzisiejszych grantodawców. Sami natomiast grantodawcy też oceniają projekty głównie wg określonych w regulaminach procedur bez wsparcia ekspertów w danych dziedzinach (bo to są dodatkowe koszty). W Warszawie funkcjonują tacy eksperci, ale niestety w dużej mierze pro publico bono - osoby, którym zależy na kulturze, zarzynają się aby nasze otoczenie nie zostało kompletnie zjedzone przez mechanizmy kapitałowo-decyzyjne.

I tak w tym roku z MKiDN tzw. granta w wysokości 70 tys.PLN dostał m.in. Łódzki Dom Kultury na kontynucję projektu "Graffiti – sztuka miasta". I tak na stronie Graffiti-sztukamiasta.pl czytamy w zakładce - cele projektu - W polskich miastach, na każdym kroku, można znaleźć wiele przykładów nielegalnego graffiti, które niszczy i szpeci mury. Prowadzi to do wniosku, że niezmiernie ważne jest edukowanie młodzieży z zakresu estetyki oraz wychowywanie w poczuciu odpowiedzialności za przestrzeń publiczną.  Idąc tym tropem zaczyna nam się roztaczać wizja naprawdę interesująca. Uczymy estetyki, słuchamy wykładowców i artystów ASP - jednym słowem będzie ciekawie. I tu warto przejść do zakładki - artyści. Obok takiej legendy jak Egon Fietke (Hats off!) pojawiają się Saulik czy Tonek. Ten pierwszy to jak czytamy: Prawdziwy multiartysta: malarz, beatboxer, tancerz, happener. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, który swoją pracę magisterską poświęcił wrocławskiemu street artowi. Członek zespołu  Me Myself and I, który brawurowo dotarł do finału programu „Mam Talent”, prezentując szerokiej publiczności utwory w zupełnie nowej konwencji – beatboxu. Obecnie Saul realizuje się artystycznie wcielając się w rolę Jamesa Bonda w rewii „Ścigając zło” we wrocławskim Teatrze Muzycznym „Capitol”. Jak to nawinął kiedyś dawno Warszafski Deszcz w kawałku "To ma pływać" o takich multiinstrumentalistach - 
 Znam takiego co nazywam go spółdzielnią hip-hopową
Robi wszystko prócz jednego nie rusza głową
Wszystko robi naraz wszystko ma zjebane
Wrzuty robi skrecze robi robi nawet taniec  

O tym drugim też można się dowiedzieć parę okrągłych słów: Znany wrocławski malarz uliczny. Specjalizuje się w muralach dla dzieci o tematyce zwierzęcej tworzonych w stylu komiksowym. Posługuję się puszką, pędzlem, wałkiem. Znany? Wrocławski? Znam paru znanych wrocławskich, właściwie wszystkich - i żaden z nich nie jest Tonkiem i nie robi murali dla dzieci! Co to w ogóle jest za pojęcie - murale dla dzieci. Znaczy Kubusie Puchatki w przedszkolach i Franek Mysza ze skakanką.

Na koniec w celach projektu czytamy to co najlepsze czyli wynik analizy SWOT - Wszystkie etapy projektu „Graffiti – sztuka miasta 3” wzbogacać będą imprezy o charakterze rodzinnego festynu z happeningami, zabawami artystycznymi i konkursami oraz spotkaniami z twórcami street artu, hip-hopu i beatboxu. Czyli jak zwykle dla wszystkich, czyli dla nikogo. Aż boję się czytać dział - TROCHĘ TEORII. Stop - jednak zajrzałem....i wam też polecam - szczególnie akapity o powstaniu listopadowym :) - http://graffiti-sztukamiasta.pl/?page_id=1019

Proszę Was Drogie Ministerstwo KiDN - proszę jeszcze raz o trochę kultury. Kultury, która nas wzbogaci i otworzy horyzonty, a nie tylko sfinansuje kolejne obrazki o infantylnej treści i estetyce rodem z chińskich fabryk zabawek.

(mś)