niedziela, 26 sierpnia 2012

GARAŻ

To chyba Banksy napisał coś w stylu- Gdyby graffiti mogło coś zmieni to byłoby nielegalne. Cóż, parafrazując te słowa można powiedzieć Żeby street art w Polsce zabierał głos w jakiejś ważnej sprawie trzeba by go zdelegalizować. Ciągnąc temat, który w każde wakacje jakoś nas podkręca znowu chcemy skreślić kilka słów w temacie duże, kolorowe i ładne.

Pamiętacie jeszcze czasy kiedy duże realizacje były taką sensacją i wydarzeniem jak obniżenie podatków w tym kraju? Natomiast teraz? A pamiętacie jak w sieci pojawiały się pierwsze prace Banksyego? Większość z nich była o czymś? 

Na świecie cały czas zdarzają się zaangażowane prace- natomiast u nas, nad Wisłą wszystko poszło w skalę i kolor. Czy jest sens jeszcze nazywać street artem kolejne duże realizacje, będące zleceniam wielkich koncernów? Co one nam powiedzą, że ktoś wziął niezła kasę za duże „dzieło” mówiące nam, że dany produkt jest fajny? Zresztą nie dotyczy to tylko indywidualnych murali, ale też festiwali. Czy ktoś widział jakąś pracę zrealizowaną w ciągu ostatnich miesięcy, która mówiłaby cokolwiek więcej niż to, że jest ładna? (Pikaso w krk? coś jeszcze? prac Zbioka nie wliczamy bo to inny para kaloszy). 

Czy nikt się jeszcze nie zorientował, że to co miało być jakimś głosem krytycznym (nie mówię o sztuce krytycznej) nagle stało się pupilkiem miast, powiatów, gmin i województw?  Co się dzieje? Jak to jest możliwe, że nurt, który był opisywany w albumach o takich tytułach jak Art of Rebellion (co teraz brzmi jak niezły żart) jest pupilkiem lokalnych wydań gazeta.pl, a newsy na jego temat mają mnie więcej takie tytuły : SZARE BLOKI ZNOWU KOLOROWE, POMALUJĄ URSYNÓW, KOLOROWE TRÓJMIASTO, albo STREET ART W GALERII. I co śmieszne większość z nas bierze w tym udział. 

Ostatnio dominujące stał się przymiotnik: NAJWIĘKSZY. A więc mamy największą ścianę w Polsce, największą galerię na świecie itd. I co z tego wynika? Czy ma to jakiś sens? Może To całe bicie braw, konta na fejsbuku, twitterze, instagramie i chuj wie czym jeszcze sprawiły, że „artyści” zamiast myśleć o tym co robią na ścianach myślą o ilości lajków jakie mogą zgarnąć, a odbiorcy nie myślą w ogóle na co patrzą i czy ma to jakiś sens i coś mówi- JEST PRZECIEŻ KURWA ŁADNE I DUŻE, KOLEDZY KLIKNĘLI TO I JA KLIKNĘ! 

A wracając do tytułu posta. Pewna firma produkująca farby czyści swoje magazyny z barwników w intensywnie optymistycznych kolorach. Musieli zrobić niezłą wyprzedaż ponieważ w całym kraju jak pryszcze na twarzy 13 latka powstają wielkoformatowe reklamy tej marki. Dla niepoznaki są one często pozbawione logotypów firmy, ale przecież tak właśnie nakazują najnowsze trendy w dziedzinie marketingu i reklamy. Dla jeszcze większej anonimowości marki reklamy powstają jako elementy artystycznej ekspresji na tzw. festiwalach street artu. 

Oszołamia liczba pstrokacizny zdobiącej mury, która coraz bardziej przypomina wielkie reklamy psiej karmy albo napojów energetycznych. W sumie jest duża szansa, że niebawem to wszystko się zleje i nie będzie różnicy między reklamą, a sztuką bo każdy wielkoformatowy mural będzie tylko zleceniem.

Więc może tak jak tępiono graffiti na pierwszych stronach gazet pisząć jak to wandale zniszczyli odnowione kamienice itp, może czas zdelegalizować wielkie murale? Skoro już niczym nie różnią się od reklam, po co dalej je tłoczyć.















http://www.youtube.com/watch?v=Rk_SRnM_EXs&feature=player_embedded

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz