wtorek, 4 grudnia 2012

MAKE YOUR MARK IN SOCIETY

Idąc za hasłem wprost z nowojorskiego burmistrzostwa początku lat 80 "make your mark in society, not on society" 19 latek z Gdańska postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Tvn pokazał młodzieńca samotnie walczącego z graffiti. TU LINK.

Jest wiele prób rozwiązań kwestii graffiti i wandalizmu. Zawiązują się grupy sąsiedzkie, koła wspólnot mieszkaniowych które z własnej inicjatywy, często za własne pieniądze usuwają tagi i wrzuty. Są ludzie, którzy maniakalnie zrywają nielegalne plakaty i ulotki, są i tacy, którzy wrzucają niedopałki do śmietnika (są też ci którzy je zbierają). Można wyznaczać nagrody za złapanie grafficiarza, można też karać właścicieli budynków za pomazane elewacje. Są też jednostki policji specjalizujące się w ściganiu graffiti.

Można w końcu próbować ich ścigać i poznawać samemu. The Lonely Avenger. Czy pokazywanie tego człowieka w telewizji (nawet jeżeli ma zakrytą twarz i zmieniony głos) jest dobre dla niego i organów ścigania czy niekoniecznie? Czy taki gość zgadzając się na wywiad jest przekonany o tym jaki jest jego cel (ma 19 lat)? Czy wie, że wyłapywaniem writerów i całej reszty destruktywnych zachowań społecznych nie zmieni miasta? Nie zmieni polityki społecznej, zrozumienia potrzeb pomiędzy bytem a handlem.  Najbardziej pomazane są biedne dzielnice - to wie każde dziecko z mazakiem. Właścicieli nie stać na profesjonalne czyszczenie, a mieszkańcy są zajęci codziennością. Tak? Brzydkie meble wenge, w brzydkich mieszkaniach, brzydka okolica z ziemiotrawnikiem. Dzięki temu wartość nieruchomości spada, rentowność działki spada. Pojęcia "własność" i "rynek nieruchomości" zastąpiły potrzeby bytowe. Więc właściciele podnoszą czynsze i usuwają powoli mieszkańców. I to jest ta sama gentryfikacyjna piosenka o sprowadzaniu artystów itd. Mazanie w dzielnicach bogatszych jest trudniejsze ale często wcale nie jest wyzwaniem. Writerzy nie są tym specjalnie zainteresowani - to nie jest film "Edukatorzy". Są też i takie miejsca gdzie mieszkańcy sami mażą po ścianach, czy wystawiają śmietniki na zewnątrz. Po to właśnie żeby nieruchomość nie była atrakcyjna. Często właściciele sami nic nie robią, żeby okolica podupadła, żeby łatwiej było ją przebudować i sprzedać - z ludźmi czy bez. I tak dalej.

Podsumowując. Graffiti to jest gra. Walka z nim też.


PS. Dziękujemy wiernym czytelnikom za nadesłanie informacji.



2 komentarze:

  1. Mi tam jako nabywcy masowemu gwałtowny spadek ceny nieruchomosci jest jak najbardziej na rękę.

    OdpowiedzUsuń
  2. no ja nie wiem. A po co ten wpis tu?

    OdpowiedzUsuń